Jelenia Góra,

czwartek, 3 marca 2016

Co z transportem publicznym w Sudetach?

Nie ma chyba szans na zmianę polskiej polityki transportowej, a szkoda. Transport międzymiastowy pozostawiono na pastwę wolnego rynku i w efekcie między Świeradowem Zdojem a Szlarską Porębą, na dystansie kilkunastu km (drogą przez malowniczy Zakręt Śmierci) kursują raptem jedno- dwa połączenia na dobę. Zresztą i tak trudno dokładnie wybadać kiedy kursują, ponieważ kartkę za szybę gabloty dworca PKS Szklarska Poręba włożono w taki sposób, że krawędź tablicy zasłania legendę. W efekcie autobusy nie do końca wiadomo kiedy kursują.

Pasażerów i tak jest mało, po kilka osób. W efekcie kursuje tylko jedno- dwa połączenia dziennie. Nie wiadomo, co się stało z resztą podróżnych na tej mocno uczęszczanej i ruchliwej drodze. Musieli się chyba przesiąść na samochody osobowe.

Turystyczna komunikacja zbiorowa upadła, dziś nie można się dostać ze Świedarowa Zdroju do Karpacza w ciągu jednego dnia. Karpacz ze Świeradowem nie łączy żadna bezpośrednia linia. Z Karpacza do Szklarskiej Poręby są tylko 4 połączenia na dobę. To jest komunikacyjna katastrofa. Nie działają też żadne linie busowe. To nie jest Zakopane, tutaj w ogóle nie ma busów dowożących i odwożących turystów w Karkonosze, jak tam w Tatry.

Rynek busów w Zakopanem jakoś działa, choć w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia ponad setkę turystów na lodzie zostawili przewoźnicy busowi i konni na drodze do Morskiego Oka. Tutaj także zawodzi komunikacja zbiorowa, skoro turyści nie mogą powrócić z gór.

Tymczasem w Karkonoszach w ogóle już niemal nie ma turystów niezmotoryzowanych. To nie są Czechy, gdzie autobusy docierają wysoko w góry, i kursują wg stałego rozkładu jazdy. To Polska, kraj bez transportu zbiorowego. Tutaj, w tym rejonie kraju po prostu się do niego niemal nie dopłaca.

To że PKP zlikwidowała kilkanaście tysięcy kilometrów linii kolejowych, także jest pochodną rządowego podejścia do transportu. To w Polsce nie ma form wparcia, poza zwrotem dotacji do biletów ulgowych, dla przewoźników, powoduje takie transportowe białe dziury, jak połączenia między kurortami zimowymi w polskich Karkonoszach.

Przykład tej katastrofy transportowej pokazuje tylko, jak podupadła polska gospodarka, skoro nie jest już konieczne połączenie górskich kurortów żadną formą komunikacji. Zwiedzając góry, z wielką chęcią pozwiedziałbym także Karpacz, ale tam nie sposób dotrzeć. Kolej zlikwidowano wraz z torowiskami, także dlatego że przez lata cała branża kolejowa tkwiła w taborowym zacofaniu. To w Polsce zamiast mikrobusów szynowych na lokalne linie posyłano piętrowe składy ze 100-tonowymi lokomotywami. To nie mogło się udać. Taka kolej była koszmarnie marnotrawna.

Dziś w Bieszczady dociera już tylko jeden pociąg dziennie- TLK Luna dojeżdżający do stacji Zagórz. Pociąg do Komańczy w Bieszczadach kursuje tylko w piątki, soboty i niedziele, i to nieregularnie i co najwyżej raz dziennie.

Transport w regiony turystyczne zupełnie już obumarł. Możliwe że turyści przesiedli się na transport samochodowy. Podróżnych niezmotoryzowanych zostawiono w Polsce na pastwę przypadku. Coraz częściej tego przypadku już po prostu nie ma wcale. Do wielu regionów już nic nie dociera, niczym w Hiszpanii, gdzie do niektórych kurortów kursował jeden autobus dziennie i nic więcej, i nie miał stałego przystanku poza umownym miejscem.

Polski transport zbiorowy coraz bardziej przypomina andaluzyjski chaos, i dżunglę dla miejscowych, niż system z którego mogą skorzystać nawet zagraniczni turyści. Przebudowano go na system w którym na przystankach pośrednich często brak jest rozkładów, zwłaszcza kursów sezonowych.

Nic tu się chyba nie zmieni, i czescy turyści górscy nawet nie przejdą na polską stronę gór, by móc wrócić do siebie transportem zbiorowym. Co prawda znacznie się poprawiła sytuacja w Szkarskiej Porębie dzięki naprawie Kolei Izerskiej, ale stało się to tylko w tej jednej miejscowości gdzie obsługę kolei przejeły Czeskie Drahy.

Mały przykład, a stanowi udaną różnicę. Możeby tak powielić ten model w innych górskich kurortach?


Jeleniogórska Kolej Aglomeracyjna

Jeleniogórska Kolej Aglomeracyjna

Dziś będąc na jednej ze stacji w Szkarskiej Porębie zauważyłem dopisek na lokalnym rozkładzie jazdy kolei pasażerskiej- Jeleniogóska Kolej Aglomeracyjna- ta inforacja pojawiała się przy większości połączeń regionalnych.

Wartoby naprawić kolej w regionie Jeleniej Góry i uruchomić Jeleniogóską Kolej Aglomeracyjną poprzez przedłużenie kursów przewoźnika Czeskie Drahy- do Karpacza. Zwabiłoby to czeskich turystów na polską stronę Sudetów. Zapewniłoby sprawne - choć powolne- połączenie Karpacza i Szlarskiej Poręby. Mogłyby się pojawić pociągi przyspieszone, pomijające przystanki pośrednie.

Jeleniogórska Kolej Aglomeracyjna z Karpacza przez Jelenią Górę do Szklarskiej Poręby zapewniłaby podstawową komunikację zbiorową w regionie Karpacza, Szlarskiej Poręby i Czech. Zapewniłoby to czeskim turystom, przechodzącym na stronę polską przez góry, możliwość powrotu do domów dzięki sprawnym połączeniom do Czech.

Karpacz mógłby stać się popularnym miejscem czeskiej trusytyki górskiej, co zapewniłoby stały dopływ pieniędzy z turystyki. Zapomniane miasteczko mogłoby odżyć dzięki odbudowie połączenia kolejowego do tej miejscowości. Kolej mogłaby zostać gruntownie zmodernizowana, a sama podróż mogłaby się odbywać z prędkością nawet do 160 km na godzinę- jest to prędkość maksymalna jaką można osiągać dzięki modernizacjom dawnych linii kolejowych. Możnaby złagodzić promienie łuków i zakrętów na tej trasie, tak by pociągi mogły znacząco przyspieszyć.


Odbudowa kolei do Kapracza musiałaby służyć celowi przedłużenia kursów przewoźnika Ceskie Drahy lub przewoźnika Koleje Dolnośląskie.

Jedną z możliwości tworzenia systemu jest powołanie osobnego przewoźnika- Jeleniogórskiej Kolei Aglomeracyjnej sp. z o.o., która przejęłaby część kursów. Często w Polsce tworzenie systemów kolei aglomeracyjnych powierzano wyspecjalizowanym przewoźnikom, i jest to ogólny trend na świecie.

Miasto Jelenia Góra wzorem np. Warszawy mogłoby powołać spółkę Jeleniogórska Kolej Miejska, która obsługiwałaby te połączenia.

Wówczas dużo bardziej jest prawdopodobne, że nowy przewoźnik, dążąc do rozwoju, odbudowywałby różne połączenia. Możliwa jest odbudowa linii do Karpacza, Kowar, Bolesławca, Bolkowa etc.

Nowa spółka mogłaby powołać projekt przebudowy układu komunikacyjnego, wraz z budową nowych przystanków, także w Jeleniej Górze (przystanek Centrum), oraz odbudowy zlikwidowanych połączeń, np. do Kowar, Karpacza. Dzięki rozwojowi kolei aglomeracyjnej do górskich kurortów, rozwojowi może ulec także baza noclegowa w Jeleniej Górze, z której dziś dość trudno dostać się do tras wypadowych w góry. Odbudowa szybkiej kolei do Kapracza pozwoliłaby rozwiązać ten problem. Mogłyby wrócić bezpośrednie połączenia kolejowe Karpacza z dużymi miastami, na przykład z Berlinem, czy z Wrocławiem lub Zieloną Górą.

Możnaby wręcz powołać spółkę projektową, na wzór tej która zarządzała budową Pomorskiej Kolei Metropolitalnej. Tutaj, w Jeleniej Górze, możnaby powołąć spółkę zajmującą się projektem Jeleniogórskiej Kolei Aglomeracyjnej. Spółka ta nadzorowałaby odbudowę infrastruktury kolei aglomeracyjnej okolic Jeleniej Góry, w tym odbudowę linii do Kowar, Karpacza, Bolesławca przez Zebrzydową i nową łącznicę omijającą Zebrzydową na trasie do Bolesławca.

Linia Jelenia Góra - Bolesławiec przez Lwówek Śl. i nową łącznicą omijającą Zebrzydową mogłaby być rozbudowana do kolei dużych prędkości, łączącej Jelenią Górę z Legnicą przez Bolesławiec, bez przesiadki, jak ma to miejsce obecnie.
 Możnaby nawet w przyszłości pokusić się o odbudowę regionalnego portu lotniczego w Krzywej koło Bolesławca i połączyć go z Jelenią Górą szybką koleją miejską przez Bolesławiec i Lwówek Śl. Ten zniszczony port lotniczy miał także zniszczoną obecnie bocznicę kolejową, którą możnaby wykorzystać i odbudować jako tzw. airport rail link- połączenie kolejowe do nowego portu lotniczego.